Trwa przetwarzanie danych
Sklep Pewex

Pewex

Szukaj


 

Znalazłem 378 takich eksponatów
Majka z Kosmosu – Majka z Kosmosu / Spadła z obłoków (słow. Spadla z oblakov) - 13-odcinkowy serial dla dzieci produkcji czechosłowackiej z 1978 roku. Scenariusz filmu powstał na podstawie książki czeskiego pisarza Václava Borovički Spadla z nebe z 1967 roku. Książka nadal cieszy się dużą popularnością. Mała kosmitka z planety Gurun ląduje na Ziemi w miejscu o współrzędnych geograficznych 49°N 19°05'E[1] w pobliżu fikcyjnej słowackiej miejscowości Čabovce. Spotyka tam grupę dzieci, które nadają jej imię Majka i zaprzyjaźnia się z nimi. Dziewczynka ma encyklopedyczną wiedzę na temat naszej planety lecz nie rozumie ludzkich zachowań i emocji, dlatego dzieci starają jej się je wyjaśnić. Ma również tajemniczy pas z kryształami, które umieszczone w odpowiednich miejscach pasa dają jej paranormalne możliwości latania, duplikowania przedmiotów itp. Umiejętności te wykorzystywane dla rozrywki dzieci ściągają na nią uwagę tajnych służb. Agenci próbując ją pojmać niszczą źródło jej energii, przez co Majka zmuszona jest opuścić dzieci i powrócić na swoją planetę, obiecując im jednakże, iż powróci. Zakończenie filmu różni się od wersji książkowej, w której Majka umiera.

Majka z Kosmosu

Majka z Kosmosu / Spadła z obłoków (słow. Spadla z oblakov) - 13-odcinkowy serial dla dzieci produkcji czechosłowackiej z 1978 roku. Scenariusz filmu powstał na podstawie książki czeskiego pisarza Václava Borovički Spadla z nebe z 1967 roku. Książka nadal cieszy się dużą popularnością. Mała kosmitka z planety Gurun ląduje na Ziemi w miejscu o współrzędnych geograficznych 49°N 19°05'E[1] w pobliżu fikcyjnej słowackiej miejscowości Čabovce. Spotyka tam grupę dzieci, które nadają jej imię Majka i zaprzyjaźnia się z nimi. Dziewczynka ma encyklopedyczną wiedzę na temat naszej planety lecz nie rozumie ludzkich zachowań i emocji, dlatego dzieci starają jej się je wyjaśnić. Ma również tajemniczy pas z kryształami, które umieszczone w odpowiednich miejscach pasa dają jej paranormalne możliwości latania, duplikowania przedmiotów itp. Umiejętności te wykorzystywane dla rozrywki dzieci ściągają na nią uwagę tajnych służb. Agenci próbując ją pojmać niszczą źródło jej energii, przez co Majka zmuszona jest opuścić dzieci i powrócić na swoją planetę, obiecując im jednakże, iż powróci. Zakończenie filmu różni się od wersji książkowej, w której Majka umiera.

Miś – -Przepraszam,czy mógłby się pan trochę przesunąć,bo ja nic nie widzę....
-To niech pan idzie do lekarza. Od oczu!

Miś

-Przepraszam,czy mógłby się pan trochę przesunąć,bo ja nic nie widzę....
-To niech pan idzie do lekarza. Od oczu!

Kultowe autobusy PRL-u – w czym tkwił ich urok? – Dziś nie dojedziemy nimi do pracy, do lekarza czy do szkoły. Odrestaurowanymi modelami możemy przejechać się jedynie w większych miastach, takich jak Poznań, Kraków, Warszawa. Niektóre modele można zobaczyć w muzeach lub na wystawach zabytkowych pojazdów. Mowa oczywiście o kultowych autobusach, które przed laty przemieszczały się po polskich drogach.

Ogórek
Z powodu swojego wyglądu zwany był potocznie „ogórkiem”. Jelcz 043 - bo o nim mowa, to najpopularniejszy autobus czasów PRL-u. Produkowany był na licencji Skody w latach 1959- 1986 przez firmę Jelcz. Ogórków było więcej, bowiem na bazie ,,J43” powstały modele miejskie: Jelcz 272 MEX, Jelcz AP- 02, Jelcz 021, a także autobusy turystyczne. Na bazie najbardziej znanego ogórka powstał także Jelcz 044, który choć wyglądał podobnie, miał całkowicie zmieniony układ napędowy. 
Można powiedzieć, że Jelcze zmotoryzowały komunikację publiczną. Pasażerowie twierdzili, że najlepszym miejscem do podróży były przednie siedzenia. Dlaczego? Na pewno nie z powodów wygody, czy dobrego punktu do obserwacji. Chodziło o umiejscowienia silnika właśnie z przodu pojazdu. Wrażenia z takiej jazdy były bezcenne.
Niektórzy wspominają, że potoczna nazwa ,,ogórek” powstała nie tylko ze względu na kształty autobusu, lecz także z powodu… zapachu kiszonych ogórków pochodzącego z wnętrza ,,J43’’. 
W tamtych czasach nie myślało się o komforcie podróżowania, najważniejsze było to, że autobus przyjechał na przystanek. W ogórku miejsc siedzących było bodajże pięćdziesiąt jeden, a czasem zmieścił on ponad stu pasażerów! Dziś to jest nie do pomyślenia. Jeśli chodzi o Jelcze, to w Polsce zachowały się cztery modele Jelcza 272 MEX, jednym z nich można przejechać się w Lublinie, a drugim w Krakowie. 

San H100
Kiedy Jelcze rozwijały transport miejski, podróże międzymiastowe zapewniał kolejny polski autobus – San H100. Wytwarzany był przez Sanocką Fabrykę Autobusów w latach 1967- 1974. Był następcą modeli San H01, San H25 i San H27. 
Produkowano go w dwóch wersjach: międzymiastowej H100A oraz miejskiej H100B. Fabrykę opuściło łącznie 23 700 autobusów, jednak większą część z nich stanowił model H100A. 
San H100 posiadał solidną ramę nośną konstrukcji stalowej nitowanej. Był pierwszym, w pełni udanym typem autobusu produkowanym w Sanoku. Model miejski posiadał 19 miejsc siedzących, natomiast autobus międzymiastowy – 33 miejsca. Do celów muzealnych zachowano aż siedem Sanów H100. Można je obejrzeć między innymi w Warszawie, Bydgoszczy i Szczecinie. 
Autosan H9
Autosan H9 to również jedna z najpopularniejszych serii autobusów z czasów PRL-u. Pierwszy seryjny model tego pojazdu zjechał z linii produkcyjnej w 1974 roku i był następcą autobusu San H100, wytwarzanego również w Sanoku. 
W 1967 roku, po nawiązaniu współpracy z jugosłowiańską firmą powstał pierwszy prototyp Autosana – Sanos A9. Kolejnym był Sanok 09, jednakże po przeprowadzeniu testów, ostatecznie zdecydowano się na produkcję Autosana H9. Podczas, gdy w Jelczu  uruchomiono produkcję na zagranicznej licencji (Berliet) , w Sanoku postawiono na polską motoryzację. 
Najpopularniejszymi wersjami tego autobusu był Autosan H03 (miejski), którego modele w skali 1:72 można zobaczyć na zdjęciach, a także Autosan H15 (międzymiastowy). W obu wersjach montowano 5- biegową manualną skrzynię biegów, autobusy różniły się jedynie wyposażeniem wnętrza. Standardowym wyposażeniem wersji turystycznej były fotele lotnicze, które zapewniały większy komfort podczas podróży. Autosan H09 posiadał 36 miejsc siedzących oraz 10 stojących, jednak jak na czasy PRL-u przystało, zazwyczaj przewoził on o wiele więcej pasażerów. 

Ikarus 
Kiedy okazało się, że wspomniany już wcześniej autobus Jelcz Berliet nie do końca spełnił oczekiwania polskiej motoryzacji, zdecydowano się na zakup pojazdów z Węgier. W 1974 roku do Katowic sprowadzono 15 egzemplarzy Ikarusa 280, a także partię Ikarusa 260, który eksploatowany był również w Katowicach , ale także w Warszawie i Częstochowie.  W kolejnych latach do Polski ponownie dostarczano partie tych autobusów. 
Ikarus 280 posiadał 35 miejsc siedzących i aż 140 miejsc stojących. Co ciekawe, ten model był najdłużej eksploatowanym pojazdem w stolicy, dlatego też stał się jednym z jej symboli. Kursował nieprzerwalnie od 14 grudnia 1978 roku do 29 listopada 2013 roku. Można śmiało stwierdzić, ze Ikarus był królem polskiego transportu miejskiego. 
Niezwykła sesja zdjęciowa i wspomnienia wróciły
Wspomniane wyżej autobusy, to tylko część historii polskiej motoryzacji pochodzącej z okresu PRL-u. Na ulicach można było zobaczyć także słynnego Zis- 155, niemieckiego Bussinga D2U, czy czechosłowacką Skodę Karosa. 
Te i inne pojazdy możecie zobaczyć na zdjęciach. Nie są to oczywiście prawdziwe autobusy, ale modele w skali 1:72 z kolekcji „Kultowe Autobusy PRL-u”.  
Sesja zdjęciowa odbyła się na ulicach współczesnej Warszawy, więc można zobaczyć, jak kultowe pojazdy wyglądałyby w teraźniejszości. Metalowe modele autobusów sfotografowano w taki sposób,

Kultowe autobusy PRL-u – w czym tkwił ich urok?

Dziś nie dojedziemy nimi do pracy, do lekarza czy do szkoły. Odrestaurowanymi modelami możemy przejechać się jedynie w większych miastach, takich jak Poznań, Kraków, Warszawa. Niektóre modele można zobaczyć w muzeach lub na wystawach zabytkowych pojazdów. Mowa oczywiście o kultowych autobusach, które przed laty przemieszczały się po polskich drogach.

Ogórek
Z powodu swojego wyglądu zwany był potocznie „ogórkiem”. Jelcz 043 - bo o nim mowa, to najpopularniejszy autobus czasów PRL-u. Produkowany był na licencji Skody w latach 1959- 1986 przez firmę Jelcz. Ogórków było więcej, bowiem na bazie ,,J43” powstały modele miejskie: Jelcz 272 MEX, Jelcz AP- 02, Jelcz 021, a także autobusy turystyczne. Na bazie najbardziej znanego ogórka powstał także Jelcz 044, który choć wyglądał podobnie, miał całkowicie zmieniony układ napędowy.
Można powiedzieć, że Jelcze zmotoryzowały komunikację publiczną. Pasażerowie twierdzili, że najlepszym miejscem do podróży były przednie siedzenia. Dlaczego? Na pewno nie z powodów wygody, czy dobrego punktu do obserwacji. Chodziło o umiejscowienia silnika właśnie z przodu pojazdu. Wrażenia z takiej jazdy były bezcenne.
Niektórzy wspominają, że potoczna nazwa ,,ogórek” powstała nie tylko ze względu na kształty autobusu, lecz także z powodu… zapachu kiszonych ogórków pochodzącego z wnętrza ,,J43’’.
W tamtych czasach nie myślało się o komforcie podróżowania, najważniejsze było to, że autobus przyjechał na przystanek. W ogórku miejsc siedzących było bodajże pięćdziesiąt jeden, a czasem zmieścił on ponad stu pasażerów! Dziś to jest nie do pomyślenia. Jeśli chodzi o Jelcze, to w Polsce zachowały się cztery modele Jelcza 272 MEX, jednym z nich można przejechać się w Lublinie, a drugim w Krakowie.

San H100
Kiedy Jelcze rozwijały transport miejski, podróże międzymiastowe zapewniał kolejny polski autobus – San H100. Wytwarzany był przez Sanocką Fabrykę Autobusów w latach 1967- 1974. Był następcą modeli San H01, San H25 i San H27.
Produkowano go w dwóch wersjach: międzymiastowej H100A oraz miejskiej H100B. Fabrykę opuściło łącznie 23 700 autobusów, jednak większą część z nich stanowił model H100A.
San H100 posiadał solidną ramę nośną konstrukcji stalowej nitowanej. Był pierwszym, w pełni udanym typem autobusu produkowanym w Sanoku. Model miejski posiadał 19 miejsc siedzących, natomiast autobus międzymiastowy – 33 miejsca. Do celów muzealnych zachowano aż siedem Sanów H100. Można je obejrzeć między innymi w Warszawie, Bydgoszczy i Szczecinie.
Autosan H9
Autosan H9 to również jedna z najpopularniejszych serii autobusów z czasów PRL-u. Pierwszy seryjny model tego pojazdu zjechał z linii produkcyjnej w 1974 roku i był następcą autobusu San H100, wytwarzanego również w Sanoku.
W 1967 roku, po nawiązaniu współpracy z jugosłowiańską firmą powstał pierwszy prototyp Autosana – Sanos A9. Kolejnym był Sanok 09, jednakże po przeprowadzeniu testów, ostatecznie zdecydowano się na produkcję Autosana H9. Podczas, gdy w Jelczu uruchomiono produkcję na zagranicznej licencji (Berliet) , w Sanoku postawiono na polską motoryzację.
Najpopularniejszymi wersjami tego autobusu był Autosan H03 (miejski), którego modele w skali 1:72 można zobaczyć na zdjęciach, a także Autosan H15 (międzymiastowy). W obu wersjach montowano 5- biegową manualną skrzynię biegów, autobusy różniły się jedynie wyposażeniem wnętrza. Standardowym wyposażeniem wersji turystycznej były fotele lotnicze, które zapewniały większy komfort podczas podróży. Autosan H09 posiadał 36 miejsc siedzących oraz 10 stojących, jednak jak na czasy PRL-u przystało, zazwyczaj przewoził on o wiele więcej pasażerów.

Ikarus
Kiedy okazało się, że wspomniany już wcześniej autobus Jelcz Berliet nie do końca spełnił oczekiwania polskiej motoryzacji, zdecydowano się na zakup pojazdów z Węgier. W 1974 roku do Katowic sprowadzono 15 egzemplarzy Ikarusa 280, a także partię Ikarusa 260, który eksploatowany był również w Katowicach , ale także w Warszawie i Częstochowie. W kolejnych latach do Polski ponownie dostarczano partie tych autobusów.
Ikarus 280 posiadał 35 miejsc siedzących i aż 140 miejsc stojących. Co ciekawe, ten model był najdłużej eksploatowanym pojazdem w stolicy, dlatego też stał się jednym z jej symboli. Kursował nieprzerwalnie od 14 grudnia 1978 roku do 29 listopada 2013 roku. Można śmiało stwierdzić, ze Ikarus był królem polskiego transportu miejskiego.
Niezwykła sesja zdjęciowa i wspomnienia wróciły
Wspomniane wyżej autobusy, to tylko część historii polskiej motoryzacji pochodzącej z okresu PRL-u. Na ulicach można było zobaczyć także słynnego Zis- 155, niemieckiego Bussinga D2U, czy czechosłowacką Skodę Karosa.
Te i inne pojazdy możecie zobaczyć na zdjęciach. Nie są to oczywiście prawdziwe autobusy, ale modele w skali 1:72 z kolekcji „Kultowe Autobusy PRL-u”.
Sesja zdjęciowa odbyła się na ulicach współczesnej Warszawy, więc można zobaczyć, jak kultowe pojazdy wyglądałyby w teraźniejszości. Metalowe modele autobusów sfotografowano w taki sposób,

Pamiętacie babcine ciasteczka z maszynki? – Babcine ciasteczka z maszynki - składniki

    4 szklanki mąki
    3/4 szklanki cukru pudru
    4 żółtka
    250g masła
    50g smalcu
     aromat waniliowy

Przygotowanie ciasta:
Przesiać mąkę na stolnicę. Dodać pokrojone na kawałki zimne masło i smalec. Posiekać wszystko nożem do uzyskania drobnej kaszki. Zrobić w środku dołek i wbić żółtka. Wsypać cukier puder i dodać łyżeczkę aromatu waniliowego. Szybko zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię i włożyć na godzinę do lodówki.

Formowanie:
Schłodzone ciasto przepuścić przez maszynkę do mięsa ze specjalną tarczą do ciasteczek. Wychodzące paski ciąć na kawałki o długości około 8cm. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczenie:
Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut. Upieczone ciasteczka od razu przenosić na kratę kuchenną do wystudzenia. Zimne schować do ozdobnego pudełka.

Pamiętacie babcine ciasteczka z maszynki?

Babcine ciasteczka z maszynki - składniki

4 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru pudru
4 żółtka
250g masła
50g smalcu
aromat waniliowy

Przygotowanie ciasta:
Przesiać mąkę na stolnicę. Dodać pokrojone na kawałki zimne masło i smalec. Posiekać wszystko nożem do uzyskania drobnej kaszki. Zrobić w środku dołek i wbić żółtka. Wsypać cukier puder i dodać łyżeczkę aromatu waniliowego. Szybko zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię i włożyć na godzinę do lodówki.

Formowanie:
Schłodzone ciasto przepuścić przez maszynkę do mięsa ze specjalną tarczą do ciasteczek. Wychodzące paski ciąć na kawałki o długości około 8cm. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczenie:
Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut. Upieczone ciasteczka od razu przenosić na kratę kuchenną do wystudzenia. Zimne schować do ozdobnego pudełka.

Krzysztof Kowalewski kończy 81 lat – 20 marca 1937 roku w Warszawie urodził się Krzysztof Kowalewski wybitny polski aktor teatralny i filmowy. Jest synem Cypriana Kowalewskiego-oficera rezerwy Wojska Polskiego,który podczas wojny obronnej w 1939 roku trafił do sowieckiej niewoli,gdzie następnie został rozstrzelany oraz aktorki pochodzenia żydowskiego Elżbiety Kowalewskiej, która przez cały okres okupacji ukrywała swoje żydowskie pochodzenie.
Debiutował w roku 1960 w pierwszej polskiej superprodukcji "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda. Krzysztof Kowalewski był jednym z ulubionych aktorów Stanisława Barei,który obsadził go między innymi w takich komediach jak "Brunet wieczorową porą","Nie ma róży bez ognia" czy "Miś" oraz serialu "Zmiennicy". Przez wiele lat tworzył on też wspaniały duet aktorski razem z Martą Lipińską w cyklicznym słuchowisku radiowym pt "Kocham pana,panie Sułku". Młodsi widzowie kojarzą go również jako odtwórcę roli ordynatora Łubicza w serialu komediowym "Daleko od noszy".
Odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis ".

Krzysztof Kowalewski kończy 81 lat

20 marca 1937 roku w Warszawie urodził się Krzysztof Kowalewski wybitny polski aktor teatralny i filmowy. Jest synem Cypriana Kowalewskiego-oficera rezerwy Wojska Polskiego,który podczas wojny obronnej w 1939 roku trafił do sowieckiej niewoli,gdzie następnie został rozstrzelany oraz aktorki pochodzenia żydowskiego Elżbiety Kowalewskiej, która przez cały okres okupacji ukrywała swoje żydowskie pochodzenie.
Debiutował w roku 1960 w pierwszej polskiej superprodukcji "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda. Krzysztof Kowalewski był jednym z ulubionych aktorów Stanisława Barei,który obsadził go między innymi w takich komediach jak "Brunet wieczorową porą","Nie ma róży bez ognia" czy "Miś" oraz serialu "Zmiennicy". Przez wiele lat tworzył on też wspaniały duet aktorski razem z Martą Lipińską w cyklicznym słuchowisku radiowym pt "Kocham pana,panie Sułku". Młodsi widzowie kojarzą go również jako odtwórcę roli ordynatora Łubicza w serialu komediowym "Daleko od noszy".
Odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis ".

Bronisław Pawlik – Bardzo znany i utalentowany aktor. W czasach II wojny światowej był robotnikiem na kolei. W 1947 roku ukończył naukę w Studiu Dramatycznym w Krakowie, a w 1956 roku został absolwentem Wydziału Reżyserii PWST w Warszawie. Zagrał wiele znakomitych ról filmowych i teatralnych. Był aktorem wielu scen warszawskich, od 1974 roku Teatru Powszechnego. W latach 1946-1959 był aktorem Teatru Wybrzeże w Gdańsku a w latach 1949-1952 Teatru im. Jaracza w Łodzi. Następnie od 1952 roku występował na scenach teatrów warszawskich takich jak: Teatr Narodowy, Teatr Polski, Teatr Ateneum, Teatr Powszechny a od 1989 roku, na zakończenie kariery był aktorem Teatru Współczesnego. Bronisław Pawlik zmarł 6 maja 2002 r.

Bronisław Pawlik

Bardzo znany i utalentowany aktor. W czasach II wojny światowej był robotnikiem na kolei. W 1947 roku ukończył naukę w Studiu Dramatycznym w Krakowie, a w 1956 roku został absolwentem Wydziału Reżyserii PWST w Warszawie. Zagrał wiele znakomitych ról filmowych i teatralnych. Był aktorem wielu scen warszawskich, od 1974 roku Teatru Powszechnego. W latach 1946-1959 był aktorem Teatru Wybrzeże w Gdańsku a w latach 1949-1952 Teatru im. Jaracza w Łodzi. Następnie od 1952 roku występował na scenach teatrów warszawskich takich jak: Teatr Narodowy, Teatr Polski, Teatr Ateneum, Teatr Powszechny a od 1989 roku, na zakończenie kariery był aktorem Teatru Współczesnego. Bronisław Pawlik zmarł 6 maja 2002 r.

Universe - Tacy byliśmy 1988 rok

Znowu noc
Przez palce leci czas
Zimny koc
Papieros dawno zgasł
I wiem, że los nie wart nawet grosza
Więc czekam po blady świt
Na tych kilka słów
Weź się w garść, wytrzyj łzy

Dobrze wiem
Od wczoraj ze mnie drwi
Ten twój men
Jest tak głupi jak ty
Mówiłaś co dzień, że kochasz, słowa
Rzucane jak pył na wiatr
Po co wściekłe łzy
Lepiej wrócić na start

Ref. Tacy byliśmy jeszcze wczoraj
Wystarczał mały gest, wystarczał gest
(Tacy sami jeszcze wczoraj)
I wszystko miało sens
Tacy byliśmy jeszcze wczoraj
A dzisiaj tak jak sen skończyło się
(Tacy sami jeszcze wczoraj)
I gdzie to wszystko jest

Ostry klin
Nie może wprawić w trans
Kilka win
Nie powiększy mych szans
Już wiem, że mogę dziś tylko czekać
Aż zniknie mi z oczu cień
Może jeszcze dziś
Przyjdzie ten dobry dzień

Znowu noc
Przez palce leci czas
I wiem, że los nie wart nawet grosza
Więc czekam po blady świt
Na tych kilka słów
Weź się w garść, wytrzyj łzy.

Nic nie trwa wiecznie – Słynny aktor, Arnold Schwarzenegger, dodał zdjęcie, na którym widnieje on sam śpiący pod własnym pomnikiem z brązu. Jeszcze smutniejszego akcentu nadają jego słowa, którymi podpisał zdjęcie: "Jak czasy się zmieniły". Nie odnoszą się one jedynie do jego wieku i utraty wspaniałej sylwetki. Gdy był gubernatorem stanu Kalifornia podarował jednemu z hoteli swoją statuę, a jego obsługa w geście wdzięczności i uznania zapewniła go, że jeśli będzie potrzebował kiedykolwiek noclegu, zawsze jeden pokój będą mieli zarezerwowany dla niego. Arnold po ustąpieniu ze stanowiska gubernatora udał się do tego samego hotelu, lecz administracja nie dotrzymała obietnicy i żądała od niego zapłaty, tłumacząc się dużym zapotrzebowaniem na pokoje.

W zaistniałej sytuacji Arnold przyniósł śpiwór pod pomnik i wyjaśnił co chce w ten sposób przekazać: "kiedy zajmowałem ważne stanowisko zawsze mi schlebiano, natomiast gdy je straciłem, zapomnieli o mnie i nie dotrzymali danego słowa. Nigdy nie polegajcie na swojej pozycji lub pieniądzach, ani na sile, ani na inteligencji, to przeminie. Nic nie trwa wiecznie".

Nic nie trwa wiecznie

Słynny aktor, Arnold Schwarzenegger, dodał zdjęcie, na którym widnieje on sam śpiący pod własnym pomnikiem z brązu. Jeszcze smutniejszego akcentu nadają jego słowa, którymi podpisał zdjęcie: "Jak czasy się zmieniły". Nie odnoszą się one jedynie do jego wieku i utraty wspaniałej sylwetki. Gdy był gubernatorem stanu Kalifornia podarował jednemu z hoteli swoją statuę, a jego obsługa w geście wdzięczności i uznania zapewniła go, że jeśli będzie potrzebował kiedykolwiek noclegu, zawsze jeden pokój będą mieli zarezerwowany dla niego. Arnold po ustąpieniu ze stanowiska gubernatora udał się do tego samego hotelu, lecz administracja nie dotrzymała obietnicy i żądała od niego zapłaty, tłumacząc się dużym zapotrzebowaniem na pokoje.

W zaistniałej sytuacji Arnold przyniósł śpiwór pod pomnik i wyjaśnił co chce w ten sposób przekazać: "kiedy zajmowałem ważne stanowisko zawsze mi schlebiano, natomiast gdy je straciłem, zapomnieli o mnie i nie dotrzymali danego słowa. Nigdy nie polegajcie na swojej pozycji lub pieniądzach, ani na sile, ani na inteligencji, to przeminie. Nic nie trwa wiecznie".